All posts tagged: podróżowanie z dzieckiem

Jak zoorganizować wyjazd?

Marzy Wam się daleka podróż, na własną rękę, do miejsc o których zawsze marzyliście, ale organizacja, koszty i strach przed nieznanym przerażają i podcinają Wam skrzydła? Na początek wystarczy planowanie podróży rozłożyć na etapy i dać sobie chwilę na organizację. A po kilku wyjazdach wejdzie Wam to w krew, że czasami dacie radę ogarnąć się ze wszystkim nawet w 2 dni.

Siem Reap, czyli jak nie dać się zwariować

Siem Reap nieodłącznie związane jest ze świątyniami Angkoru, bo to dzięki świetności całego kompleksu pozostałości po państwie Khmerów i przede wszystkim samemu Angkor Wat, to miasto się rozwinęło. Wszystkie przewodniki i blogi rozpisują się o piękności i konieczność zobaczenia wschodu słońca nad Angkor Wat. Problem jak to zrobić, przecież wstać o 4 rano (jak ja jestem wielkim śpiochem), w ciemności pędzić tuk tukiem do kasy po bilety (które od tego roku nie są sprzedawana w tym samym miejscu co brama do kompleksu), później szybciutko ustawić się w najlepszej miejscówce do zdjęcia, a na koniec w piekącym słońcu z całym tłumem ludzi zwiedzać zakamarki świątyni, i to wszystko z małym dzieckiem w boku. My postawiliśmy na nieco inne rozwiązanie, co okazało się planem doskonałym i zobaczyliśmy Angkor Wat 2 razy.

Bangkok: miłość od drugiego odwiedzenia

Bangkok za pierwszym razem odpycha, jest brzydki i odstrasza. Miasto jak jeden wielki stragan, gdzie każda uliczka jest oddzielnym działem handlowym. Wilgotność powietrza sięga nawet 90%, a temperatura potrafi dać w kość nawet o 6 rano. Początkowo przytłaczające i męczące, po czasie powraca się myślami z uśmiechem na twarzy i chęcią powrotu. Dzielnica hinduska, Chinatown, Khao San skupiająca turystów, liczne kanały i przede wszystkim targi. W Bangkoku jest jednak coś ciekawego, coś takiego, że  po powrocie znów myśli się o tym żeby tam wrócić. Ten zlepek kulturowy i ten cały bałagan na ulicach, które na początku mi przeszkadzały, teraz są czymś za czym tęsknię i chciałabym to pokazać moim znajomym.

pierwsze kroki do egzotycznej podróży

Stało się, przyszedł Wrzesień, a z nim koniec wakacji i rok szkolny, oczekiwane jesienne ochłodzenie i ten czas kiedy wszyscy dookoła są już po urlopach, a my dopiero przed nim. Jesień to dopiero początek urlopowego czasu dla tych którzy kochają egzotyczne wakacje, to końcówka pory deszczowej w strefie monsunowej, ale też jeszcze nie szczyt sezonu, z tłumami turystów i wysokimi cenami, który następuje dopiero w Grudniu. Tak moi drodzy my wielkimi krokami zbliżamy się do tegorocznej egzotycznej przygody, a wraz z tym oczekiwaniem chciałabym Wam krok po kroku pokazać jak się przygotować na coś takiego, jak w ogóle wybrać kierunek, upolować korzystne bilety i załatwić wszystkie formalności, jak się spakować na 2-3 tygodnie z plecakiem, ale przede wszystkim trzeba postawić pierwszy krok… czyli od czego zacząć?

Kazimierz czy Narnia?

Długi sierpniowy weekend mieliśmy rozplanowany nieco inaczej niż zazwyczaj. Na sobotę dostaliśmy zaproszenie na ślub naszych znajomych w Lublinie. Nie można było odmówić. No, ale impreza jest w sobotę, a co zrobimy w Niedzielę i w Poniedziałek. Trzeba było znaleźć jakieś fajne miejsce nie daleko, które nie będzie wymagało zbyt wiele planowania i wysiłku. Obdzwoniłam wszystkie fajniejsze agroturystyki i siedliska na Lubelszczyźnie. Nic, wszędzie pełno. Wpadł mi do głowy Kazimierz Dolny, który od czasów szkolnych kojarzył mi się tylko z wąwozami porośniętymi dookoła drzewami. Infrastruktura hotelowa jest bardzo duża, bo to popularne miejsce, więc o jakikolwiek nocleg nie było problemu, choć nie trafiliśmy gdziekolwiek. Trafiliśmy na Hotel Król Kazimierz, który okazał się idealnym miejscem do leniwej niedzieli w basenie, który świetnie nas przygotował na wieczorne i poniedziałkowe spacery po mieście i okolicznych wąwozach, gdzie poczuliśmy się jak w prywatnej Narnii.

Jak znajdujemy czas na to wszystko?

Gdy wpadł mi pomysł na bloga to pojawiła się myśl o tym, żeby wszystko to czego doświadczamy było zebrane, właśnie tu, w jednym miejscu, dostępne zaraz pod ręką. Żeby to nie były jakieś zdjęcia przechowywane na pendrivach i notatniki, z informacjami o różnych fajnych miejscach, porozrzucane gdzieś po kątach. Z czasem jak zaczęłam go tworzyć od podstaw, narodziła się myśl o misji przekonania tych niezdecydowanych, tych którzy zawsze chcieli, ale jakoś boją się zrobić pierwszy krok. Tak naprawdę to o czym pisałam niedawno. Jak już blog ujrzał światło dzienne, stwierdziłam po prostu „najwyżej dziadkowie będą mieli co czytać”. Jednak z czasem zaczął się większy ruch i pytania: Skąd macie tyle urlopu? Jak na to wszystko znajdujecie czas? Co chwila jesteście gdzie indziej, jak to robicie? Skąd tyle wolnego czasu?

Norwegia: Filtvet Fyr

Podróżując zawsze stawiam sobie jakiś cel do zobaczenia czy odnalezienia, tym razem była to latarnia morska. Znaleźliśmy Filtvet Fyr i pomimo brzydkiej pogody zakochaliśmy się w tym miejscu. Wykorzystaliśmy to do świetnej wieczornej zabawy, zbierania muszelek, rzucania kamykami na plaży, itp.