All posts filed under: gruzja

Gruzja: oWady i (nie)porady

Pomysł na Gruzję był nieco przypadkowy. W lutową Niedzielę spotkaliśmy się wspólnie z naszymi znajomymi, wspominanymi już na tym blogu Ciocią Myszą i Wujkiem Homikiem (samo H jest celowe w tym przypadku), żeby zarezerwować jakieś bilety na wspólny wyjazd. Wstępny plan zakładał okolice majówki i jakiś Amsterdam, albo gdzieś gdzie będzie ciepło. Po dłuższych dyskusjach i analizie bieżących cen, padło na 4 dni w  Gruzji w Wielkanoc (pod koniec marca).

Gruzja: Udabno, najlepsze co mogło nas spotkać

Wybierając się do Gruzji nasłuchaliśmy się i naczytaliśmy o gruzińskiej gościnności, ukochaniu do dzieci i wielkiej miłości do Polaków. Co zastaliśmy na miejscu, raczej obojętność. W knajpkach mniejszych czy większych, pomimo pysznego jedzenia, obsługa nie różniła się niczym od całej reszty świata. Na Zuzę nikt szczególnie nie zwracał uwagi w odróżnieniu do Włoch i Grecji. A fakt, że jesteśmy Polakami na nikim nie robił żadnego wrażenia. Wszystko do momentu, w którym trafiliśmy do Udabno.

Gruzja: przypadkowy offroad do Davit Gareji

Jesteśmy w Tbilisi, jest poranek dnia drugiego naszej gruzińskiej przygody i wciąż pada. Szukamy alternatywy, gdzie można pojechać, żeby znaleźć trochę słońca. Do głowy przychodzi mi polecany przez znajomego Davit Garaji. Google Maps mówi, że to jakieś 70 km i 2h drogi. Damy radę pojechać zobaczyć, coś zjeść po drodze i wrócić znaleźć nocleg w Mtskheta i nadrobić już drogi na powrót do Kutaisi. Problem w tym, że zamiast zajrzeć w przewodnik i upewnić się która droga jest odpowiednia na szybki i bezproblemowy dojazd do monastyru (droga przez Sagarejo), zaczynamy polegać na Google i wybieramy „najkrótszą” drogę przez Rustavi.

Gruzja: po drodze do Tbilisi – Gori|Uplistsikhe| Mtskheta

Powstał PLAN – Gruzja na koniec marca, lecimy z parą znajomych (Ciocia Mysza i Wujek Homik), przecież będzie ciepło, wiosennie, zielone góry itp. Plan idealny wylot w niedziele wielkanocną w nocy, dolatujemy do Kutaisi na poniedziałek wczesne rano, trasa krajowa do Tbilisi, po drodze Gori, jakieś skalne miasto i cieszymy się gruzińską gościnnością… jak zawsze nie wszystko wychodzi tak jak zaplanowane.