jak i dlaczego, lifestyle
Komentarzy 5

Dlaczego podróżujemy z dzieckiem?

IMG_0525

Jeśli kocha się podróżowanie tak jak ja, to ciężko siedzieć w domu, dlatego, że zdecydowaliśmy się mieć dziecko. Powszechne myślenie w moim otoczeniu jest takie: gdy pojawia się dziecko, to koniec z wyjazdami, spontanicznymi pomysłami, koniec ze spotykaniem się ze znajomymi bez dzieci, koniec z wolnością. Będziecie ciągle zmęczeni i niewyspani, zarobieni praniem, sprzątaniem, gotowaniem i odechce wam się wszystkiego. A już na pewno wyjazdów. Może jednak nie?

…. zmęczeni i niewyspani, zarobieni praniem, sprzątaniem, gotowaniem…

Siedząc w domu, nic nie robiąc, też jesteśmy zmęczeni. Należymy do grona wielkich śpiochów, więc zawsze będziemy niewyspani. Obowiązki domowe tak czy siak, stety/niestety zazwyczaj odkładamy na koniec kolejki. Bo fajniej jest pójść po pracy z Zuzą na lody, niż sprzątać mieszkanie. W sobotę wolimy pójść na obiad do knajpy i przy okazji spotkać się ze znajomymi, niż tracić pół dnia na ugotowanie rosołu. A w podróży? W podróży czas jakoś dziwnie zwalnia, a my go nie gonimy. Po weekendzie spędzonym na podróży czuję się jakby minął tydzień. Odrywam się totalnie od rzeczywistości, pracy, maila i telefonów. Wracam z odświeżoną głową, nowymi pomysłami i nowym spojrzeniem na świat. I oczywiście, że nie trzeba od razu wyjeżdżać na drugi koniec świata, bo wystarczą nawet bliskie nam Mazury.

Po co ciągać dziecko ze sobą, tylko się umęczycie ?

Dla nas sprawa jest prosta, podróżujemy razem bo jesteśmy RODZINĄ. A Zazu jest jej nieodłączną częścią. Owszem czasami chce się uciec na 2 dni tylko we dwoje, żeby mieć chwile spokoju, ale nie wyobrażam sobie tygodnia czy więcej w podróży bez Zuzy. Bo to największa tęsknota. A po za tym skoro ja mogę jechać do Toskanii czy Tajlandii to czemu Zuza miała by ze mną nie pojechać. Dlatego warto podróżować razem. By historia naszej rodziny wzbogacała się o kolejne przeżycia. By być razem, bo w podróży łatwiej nam mieć czas dla siebie nawzajem.

przecież i tak nic z tego nie zapamięta?

Dzieciaki u Zuzy w żłobku  ucząc się kolorów, na różne hasła odpowiadają: „zielony jak trawa”, „czerwony jak serce”… Zazu za to mówi: „czerwony stop, a zielony znaczy jedź”. Czy to znaczy, że robimy coś nie tak?

Nie. To po prostu znaczy, że otwieramy jej inne drogi postrzegania świata. Nie spędzamy wielu godzin nad książkami i łamigłówkami. A dużo fajniej jest liczyć kamyki na plaży, rozpoznawać rodzaje zwierząt po dźwiękach czy uczyć się nowych słówek po angielsku usłyszanych na ulicy.

Wiadomo, że nie zapamięta, że w Norwegii co czwarty samochód to Tesla, a w Hyde Parku znajduje się „speakers’ corner” gdzie przemawiali Karol Marks i Włodzimierz Lenin, ale za to wie, że Big Ben to zegar, a w pałacu Buckingham mieszka Królowa. Mówię do niej ostatnio przed wyjazdem do Norwegii: „Zu wiesz, że w weekend lecimy do Oslo?”, ona na to „Nieee, w Oslo już byliśmy teraz lecimy do Aten”, tłumaczę jej, że „to w Atenach już byliśmy. Pamiętasz Partenon?”, a Zuza „a TAK, to taki zamek na Akropolu”.

Sama podróżowałam z rodzicami odkąd pamiętam. I co prawda gdy miałam 4 lata, jedyną rzeczą która utkwiła mi w pamięci podczas wizyty u jakichś ludzi w Düsseldorfie był duży domek dla lalki Barbie, bo wtedy w Polsce takich nie było.

A prawda jest taka czy żyjemy po to by pamiętać? Zróbmy sobie rachunek sumienia: co pamiętasz z ostatnich wakacji? z wypraw kiedy byliśmy nastolatkami? Nie wiele. Mamy pozostałości w postaci zdjęć, filmów, notatek, ale nasza pamięć przechowuje pojedyncze obrazy i historie. I to właśnie one, to co przeżyliśmy, kogo spotkaliśmy – to wszystko wpłynęło na nas budując cześć naszej osobowości. I być może to samo podróże dają naszym dzieciom.

… będzie marudzić, chorować…

Oczywiście są też trudne chwile. Gdy maluch płacze, marudzi, jest nieznośny i co krok wyprowadza nas z równowagi swym zachowaniem. Gdy nie możemy się dogadać z partnerem, i zamiast rozmawiać, warczymy na siebie. Gdy mamy wszystkiego dosyć, marzymy o tym by się wyspać, odpocząć, odciąć o wszystkiego, a tu mały człowiek domaga się uwagi. Tyle, że to wszytko trwa krótko, najczęściej następnego dnia nie pamiętamy już, co nas tak zdenerwowało.

Dzieci chorują nawet siedząc w domu. I dopóki ich system odpornościowy nie nauczy sobie ze wszystkim radzić, to będą chorować. Zdarzyło nam się przeżyć najwyższą gorączkę w pięknym i słonecznym Viareggio. Wszystko dlatego, że Zuzce wychodziły pierwsze zęby. Do Portugalii wyruszaliśmy z ostrym zapaleniem oskrzeli, a po dotarciu na miejsce wszystko przeszło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. I wcale nie trzeba daleko wyjeżdżać, żeby coś się stało. To właśnie nad polskim morzem jakaś meszka tak mocno ugryzła Zuzę, że spuchło jej całe biodro. Trzeba być po prostu dobrze przygotowanym na tego typu sytuacje i zachować zdrowy rozsądek. Mieć ze sobą podstawową apteczkę i orientować się gdzie jest najbliższa opieka medyczna w miejscu do którego się wybieramy, oraz czy nasze ubezpieczenie obejmuje koszty leczenia w tym miejscu.

może lepiej zaczekać aż dzieci dorosną?

Stara prawda ludowa mówi: małe dzieci mały kłopot, duże dzieci duży kłopot. I jakoś to ma przełożenie na różne dziedziny. Podróżowanie z niemowlakiem, mimo że budzi najwięcej obaw, w gruncie rzeczy jest najprostsze. Nie zależny, od restauracji, jedzeniowo maluch, dodatkowo powożony w przytulnym wózku, albo słodko kołysany przez rodziców w chuście, przyjmuje świat z otwartością, bo wszystko wtedy wydaje się nowe. Niezależnie czy jest w domu czy w podróży. Tak naprawdę każdy wiek jest dobry: dwulatek potrafi bawić się z rówieśnikami bez względu na różnice kulturowe i językowe, przedszkolak wprawi cię pewnie w zdumienie własnym widzeniem świata, dziesięciolatek zaś zaskoczy cię pytaniami i dociekliwością. Jeśli zastanawiasz się nad tym, że „kiedyś to sobie pojedziemy w wymarzone miejsce”, być może to KIEDYŚ to jest właśnie TERAZ, bo czas idealny po prostu nie istnieje.

Owszem przez to, że dużo podróżujemy dla mojej córki bardziej ekscytujące jest pójście do kina, niż kolejny lot samolotem. Przez to mam nadzieję łatwiej będzie jej podbijać świat na własną rękę, ale też będzie ekscytować się przyziemnymi rzeczami, które dla innych wydają się codziennością.

 

5 Comments

  1. Alex says

    Zgadzam sie z Wami w calej rozciaglosci 🙂 Trzeba zyc i cieszyc sie tym, co dookola… Wymowki mozna znalezc zawsze… Tylko po co?

    Polubienie

  2. Bardzo podoba mi się Wasze podejście do wyjazdów i ta piękna potrzeba doświadczania świata wspólnie. Mój starszy Syn jechał w góry z inhalatorem w plecaku i do dziś wspaniale wspomina ten wyjazd. Najważniejsze to być przygotowanym na wszelkie ewentualności i hej przygodo!

    Polubienie

  3. Senga says

    Jeździmy z naszą Trójką od dawana. Od 10 lat jesteśmy rodzicami i od 10 lat nigdy nie byliśmy nigdzie sami. Marzy nam się weekend we dwoje, ale tylko weekend. Popieram rodzinne wakacje z tym, że wybieramy miejsca gdzie wiecej atrakcji jest dla nich 😊

    Polubienie

  4. Pingback: Jak znajdujemy czas na to wszystko? | owadybezo

  5. Aleksandra says

    Zdecydowanie zgadzam się ze wszystkim powyższym. My wyruszamy na wyprawy mniejsze i większe z tych samych powodów. Choć bardzo odległe destynacje jeszcze przed nami to w miarę swoich możliwości spędzamy w podróży tyle czasu ile tylko możemy. Piszę to będąc w drodze na weekend do Wilna 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s