gruzja
Komentarze 4

Gruzja: Udabno, najlepsze co mogło nas spotkać

IMG_1914

Wybierając się do Gruzji nasłuchaliśmy się i naczytaliśmy o gruzińskiej gościnności, ukochaniu do dzieci i wielkiej miłości do Polaków. Co zastaliśmy na miejscu, raczej obojętność. W knajpkach mniejszych czy większych, pomimo pysznego jedzenia, obsługa nie różniła się niczym od całej reszty świata. Na Zuzę nikt szczególnie nie zwracał uwagi w odróżnieniu do Włoch i Grecji. A fakt, że jesteśmy Polakami na nikim nie robił żadnego wrażenia. Wszystko do momentu, w którym trafiliśmy do Udabno.

IMG_1915IMG_1916IMG_1917IMG_1918IMG_1926IMG_1927IMG_1929IMG_1931IMG_1935IMG_1936IMG_1944IMG_1947IMG_1948IMG_1949IMG_1954IMG_1955IMG_1960IMG_1971IMG_1972IMG_1981IMG_1986IMG_1995IMG_1996IMG_1997IMG_2008IMG_2010

IMG_2026IMG_2031IMG_2033IMG_2035IMG_2036IMG_2037IMG_2038IMG_2039IMG_2040IMG_2041IMG_2042IMG_2046IMG_2048

Po ciężkim dniu w aucie i zwiedzaniu Davit Gareji, totalnym przypadkiem trafiamy do Udabno, gdzie pewni Polacy, Ksawery i Kinga prowadzą restaurację Oasis Club, jak się później okazuje również Khutebi Hotel i funkcjonujący w okresie wakacyjnym Udabno Hostel.

Wiadomo, my trafiamy tam po za sezonem, wszystko jest pozamykane i nie widać żywego ducha. Nagle z pola zbiega do nas pewien mężczyzna, który wpuszcza nas do kuchni wspomnianej restauracji, gdzie rozpływamy się w cieple pieca, a za wielkim wspólnym stołem dostajemy obiad. Pyszne serowe i mięsne chaczapuri, talerz miejscowych serów i warzyw, żeberka, swański sos i najlepszą na świecie zupę cebulową. W kuchni panuje mały rozgardiasz, porozstawiane naczynia, pełno Polskich akcentów w postaci książek, płyt i regionalnych plakatów, meble z przypadku, łóżko z palet, wojskowe skrzynie po nabojach i ciepły piec. Całość buduje tą wymarzoną atmosferę, swojskość w dalekim kraju, ten mój ukochany klimat, to że czuje się tam jak w domu.

Goszczący nas mężczyzna to Florant, zwany Fafikiem, francuz o włoskiej duszy, pochodzący z górskiej miejscowości w Alpach na granicy Francji z Włochami. Koleś z niezwykłym systemem ogarnięcia wszechświata. Osobowość wybijająca się ponad miary. Według niego nic nie jest przeszkodą. „Cappucino…” – na gruzińskim pustkowiu pośród gór, bez ekspresu, spieniacza itp. – „… no problem”. Co robi Francuz na gruzińskiej wsi w polskiej restauracji? i skąd on się tam wziął?  Jak sam opowiada, dowiedział się kiedyś, mieszkając jeszcze we Francji, że ktoś w Gruzji skupuje narty i jest na to duże zapotrzebowanie. Tak, więc przywiózł 50 par i zrobił na tym świetny interes, więc zrobił to 8 razy. W końcu ktoś w Udabno chciał sprzedać konie. Kupił je Fafi, i tu jak mówi „zrobił kiepski interes”, ale przy okazji poznał też Ksawerego i Kingę, u których w zamian za mieszkanie, gotuje i opiekuje się gośćmi takimi jak my. Czyli jest wolontariuszem, a przy tym hoduje swoje konie, które służą do organizacji bliższych lub dalszych wycieczek dla turystów. Jednego jestem pewna Florant jest nierozłącznym elementem całego „kompleksu” Oasis Club i jego obecność, a przede wszystkim osobowość wychodzi wszystkim na dobre.

Sami właściciele, czyli wspomniani Ksawery i Kinga i mały dodatek w postaci 6 miesięcznej Wandy, to też niezły zbiór historii, doświadczeń i opowiastek. Akurat tego dnia kiedy my zawitaliśmy do Udabno, Kinga z Wandzią wróciły po zimowej przerwie z Polski. Pomimo, że my byliśmy im totalnie obcy, szybko złapaliśmy wspólny język. Ugościli nas najlepiej jak to tylko możliwe. Wadyń został ochrzczony gruzińskim „tamadą”. Napili nas świetnym winem z okolicy i sławną gruzińską czaczą. Nakarmili miejscowymi specjałami i specjalnie dla Zuzy, zrobionymi przez Fafiego, naleśnikami z „la compote” jabłkowym. Przenocowali w uroczych, obitych drewnianymi deskami, utrzymanymi w skandynawskim stylu domkach. I są jedynymi znanymi mi osobami, którzy dla dobrego designu wieźli meble specjalnie z Polski na koniec Gruzińskiego świata.

Udabno samo w sobie, bo warto opowiedzieć jego historię, to mała mieścina pośród pustkowi. Nasuwa się pytanie, kto wpadł na pomysł, żeby się tu osiedlać? i czemu 3 na 4 domy stoją puste?

Otóż za czasów ZSRR, rząd wymyślił, żeby na tych terenach stworzyć osadę, która będzie bronić tych terenów przez najazdem ze strony Azerbejdżanu. Dlatego przesiedlano najbardziej walecznych Gruzinów z północnych regionów, ze Swanetii. Cel był taki aby miasto liczyło około 3000 mieszkańców, i plany były wielkie bo podobno funkcjonowało tam nawet kino. Niestety największym problemem okazała się woda. Bo ta gruntowa znajduje się na głębokości 100 m, i jak już udało się do niej dokopać to coś musiało tę wodę pompować. Wszystko działało dopóki do pomp nie zabrakło paliwa i nikt się nie zainteresował, żeby jakoś sytuację naprawić. Obecnie Udabno liczy 300 osób, a wodę gromadzą w wielkich zbiornikach, do których dowożona jest z oddalonego o 50 km Sagarejo. Ze względu na panującą, bardzo wietrzną i zminą, pogodnę, z samymi mieszkańcami nie mieliśmy za bardzo  kontaktu, bo każdy przeczekwiał na lepsze warunki w cieple własnego domu.

Długo zbierałam się do napisania tego posta, bo nie chciałam go zepsuć. Bo jak oddać ten klimat, tą gościnność, ten nastrój. Tak mocne wrażenie wywarło na nas Udabno, że zapamiętamy je na zawsze i bardzo chętnie wrócimy na zabawy Zazu z Wandzią, długie nocne pogaduchy z Kinga i Ksawerym i na konną wycieczkę z  Fafim.

4 Comments

  1. Pingback: Gruzja: oWady i (nie)porady | owadybezo

  2. ksawery dus says

    ja bylam kiedy Wanda swietowala 3 urodzny. Dla niej Francuz Wiktor gral Chopina -Zyczenie. W tle kolysaly sie stepy. Wzruszylam sie tak bardzo ,ze uronilam troche lez. Piekne przezycie. Wandzia badz zdrowa i szczesliwa.B.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s