podróże, tajlandia
Dodaj komentarz

LaoTao: Chiang Mai

IMG_20160212_165806

Niepisana stolica dalekiej tajskiej Północy, i wcale nie jest takim małym, jak mogłoby się niektórym wydawać, górskim miastem. Tutejsze góry nie leżą tak blisko, by rzucać cień na centrum miasta, ale klimatycznie pojawiają się na horyzoncie w oddali, jednak, aby do nich dotrzeć, trzeba wybrać się na skuterową wycieczkę. Zdecydowanie najlepsze z miejsc jak do tej pory. Nawet spora liczba turystów, między licznymi świątyniami i klimatycznymi uliczkami, gdzieś niknie.

IMG_20160212_171431IMG_20160212_170043IMG_20160212_165643IMG_20160212_171733IMG_20160212_165529IMG_20160212_171631IMG_20160212_171531IMG_20160212_17133120100905_1507IMG_20160212_165329IMG_20160212_154949IMG_20160212_154432IMG_20160212_15474120100905_1515.JPGIMG_2668IMG_20160212_154303IMG_20160212_170849IMG_20160212_170942IMG_20160212_154155IMG_20160212_153917IMG_20160212_154031IMG_20160212_15031820100905_152120100905_1526

Dojechaliśmy o 5 rano, co po informacji od pana z Guest Housu, w którym się zatrzymaliśmy nie jest jeszcze takim dużym spóźnieniem. Miast jakby wymarłe. Tylko trochę mnichów przemyka po ulicach zbierając datki od wiernych, w postaci pożywienia. Wilgotność jest mniej odczuwalna niż w BKK. Przechodzimy się trochę po mieście w poszukiwaniu jakiegoś noclegu. Pijemy kawkę w McDonalds (to z przyzwyczajenia). Znajdujemy nocleg w Chada’s House. Cena 100 batów za osobę w pokoju czteroosobowym, łazienka prywatna, wifi za darmo (choć trochę powolne), a internat na kompie 15 batow. Wychodzimy na miasto ogarnąć co i jak, no i okazuje się wracamy po 8 godzinach, a jest dopiero 14, ja z bluzką i sukienką, no i generalnie wszyscy zadowoleni. Szybki prysznic i planujemy pójść coś zjeść i jakiś masaż. Szukając fajnej knajpki natrafiamy na świątynie w której zagaduje nas jeden mnich, który właśnie uczy się literatury angielskiej z 17 wieku i prosi nas o pomoc w rozumowaniu tekstu. Wychodzi na to że gadamy z nim ze 3 godz. i robimy się na tyle głodni ze postanawiamy się z nim umówić na następny dzień, a tym czasem cos zjeść.

Po przejściu przez mega duży niedzielny market uliczny, wracamy w rejon naszego Guest Housu i zjadamy pyszny makaron smażony z krewetkami za 35 batow =)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s